Oto jest pytanie, które obecnie jest najczęściej zadawane w różnych sytuacjach. Pewnie każdy z nas miał je zadane. Wielu odpowiadających, podczas odpowiedzi ma różne wątpliwości niczym nie uzasadnione i odpowiada „nie”!. I tak twierdzi 51% Polaków. Ja odpowiedziałem - tak, będę się szczepił, podobnej odpowiedzi udzieliło tylko 43 %. Reszta to niezdecydowani. Odpowiedziałem tak, mimo, że jestem facetem siedemdziesięcioczteroletnim, chorującym czterdzieści cztery lata na cukrzycę typu I i powinienem mieć wątpliwości, a ich nie mam.

Spowodowane jest to moją wiedzą i doświadczeniem w zwalczaniu chorób wirusowych u zwierząt. Studiując weterynarię miałem szczęście być słuchaczem wybitnego wirusologa prof. zw. Zdzisława Larskiego, który w tym czasie był najmłodszym posiadającym ten tytuł w Polsce (najwyższa godność naukowa). Nigdy nie rozdzielał medycyny ludzkiej od zwierzęcej, tak też postępuje wirus.

Wirus stoi na pograniczu materii ożywionej i nieożywionej. Jest to łańcuszek kwasów nukleinowych (RNA i DNA) i do jego namnażania potrzebna jest żywa komórka żywiciela. Podczas namnażania wirus popełnia błędy, zdarzają się przemieszczanie cząstek aminokwasów i tak powstają mutacje mogące zmieniać swoją zjadliwość lub zdolność do infekcji innych żywicieli. I tak powstał wirus Covid19. Wirus nie odnosi pełnego zwycięstwa po zabiciu żywiciela, gdyż wtedy traci możliwość namnażania, więc cały czas szuka innych żywicieli.

Leczenie choroby wirusowej jest trudne bez uszkodzenia komórki żywiciela w której się znajduje. Jedyną dostępną metodą jest niedopuszczenie do tego, aby się do komórki dostał. Można to osiągnąć poprzez odporność nieswoistą, jednak nie zawsze to wystarcza. Pewniejszym sposobem jest wywołanie odporności swoistej, skierowanej na określony typ wirusa. Można to osiągnąć poprzez przechorowanie (ryzykowne) lub szczepienie (znacznie mniej niebezpieczne).
Chcąc uniknąć problemów poszczepiennych trzeba dochować kilku zasad. Oto niektóre z nich: szczepić się mogą tylko ludzie zdrowi. Ryzyko się zwiększa u ludzi przewlekle chorych i alergików. Po sczepieniu na kilka dni odporność spada. W tym okresie należy szczególnie uważać na potencjalne zakażenie.

Sczepień dokonujemy tylko pod opieką lekarza, szczepiąc siebie otrzymujemy odporność osobniczą (własną), natomiast gdy zaszczepionych zostanie ponad 70 % osobników wrażliwych na tę chorobę wywołujemy tzw. odporność stadną. W takich warunkach wirus ma duże trudności ze znalezieniem drugiego żywiciela, wtedy jego aktywność usycha, w konsekwencji ginie. Gdy zaszczepimy mniej, będzie aktywny w dalszym ciągu i dalej groźny dla ludzi mniej odpornych (chorych) i nie zaszczepionych.

Pan prof. Z. Larski przedstawiał to na modelu szczepień przeciw wściekliźnie (też wirus). Rezerwuarem wścieklizny były lisy i psy. Po zaszczepieniu psów wściekliznę ograniczono, ale dalej umierali na nią ludzie i zwierzęta. Trwało to do momentu znalezienia sposobu szczepień lisów. Obecnie lisy otrzymują szczepionkę doustną rozrzucaną po lasach.

Nigdy nie udało się zaszczepić 100 % psów i lisów, ale przekroczono barierę 70 % szczepień tych populacji. Tym samym rozwiązano problem poprzez wywołanie odporności stadnej. Wystarczy tylko corocznie podtrzymywać te szczepienie przez następne lata (odporność roczna).

Ze szczepieniem przeciw grypie jest nieco inny problem, gdyż bardzo często pojawia się inny typ wirusa. W szczepieniach wykorzystuje się tzw. odporność krzyżową. Po sczepieniu mamy odporność na określony typ i nieco mniejszy na typ zbliżony. Ja przeciw grypie szczepiłem się corocznie i nie chorowałem, bądź przechodziłem ją łagodnie. W tym roku nie, z powodu braku dostępu do szczepionki. Efekt – ciężka grypa.

Szczepieniem wyeliminowaliśmy wiele chorób lub je bardzo ograniczyliśmy zarówno u ludzi jak i u zwierząt. Rodzajów wirusa jest znacznie więcej niż wszystkich bakterii, roślin i zwierząt razem wziętych dlatego utrzymanie ich w ryzach jest wielkim wyzwaniem. Poprzez szczepienie przyczyniamy się do tego w dużym stopniu. Mimo, że tak wiele konieczności przemawia za szczepieniem, spora część społeczeństwa nie chce się temu poddać. Dlaczego? Nie potrafię odpowiedzieć, nie jestem socjologiem, ale według mojej obserwacji mogę wyrazić swoją opinię w sposób następujący:

1. Brak rzetelnej wiedzy a ta, która funkcjonuje opiera się głownie na ideologii, a nie na nauce. Jeżeli ideologia wywodzi się z nauki to w porządku, jeżeli nauka wywodzi się z ideologii, to jest pseudo nauką i jest tak samo groźna jak Covid 19.

2. Polityka jest drugim powodem. Różne nurty na covidzie chcą ubić interes polityczny, zamiast skoncentrować się na jego zwalczaniu, stąd chwiejność i zamydlenie obrazu.

3. Brak systemu edukacyjnego, ten który mamy jest mało przekonujący, rozproszony, niejednoznaczny, zwłaszcza w stosunku do działań przeciwników, które są ostre, sprawiające wrażenie, że dokładnie wszystko wiedzą.

4. Przekazywanie wieści, że wirusa nie ma, a jeżeli jest to wymyślono go dla celów biznesowych lub militarnych. Załóżmy, że tak jest, to dla opanowania pandemii nie ma znaczenia. Covid 19 jest wśród nas, kaleczy, zabija ludzi, zamęcza gospodarkę. Pisząc to, dowiedziałem się o śmierci mojego członka rodziny oraz przyjaciela, wieloletniego nauczyciela wychowania fizycznego, w stosunku do mnie to okaz zdrowia. Na koronawirusa zmarło dotąd ponad 1,5 miliona ludzi, wielu zostało kalekami, chorymi przewlekle.

5. Strach przed powikłaniami poszczepiennymi. W naturze nie ma możliwości przewidzenia efektów naszych działań w 100 %, że coś się zdarzy bądź nie. Można natomiast wyliczyć prawdopodobieństwo. I z tych wyliczeń jednoznacznie wynika, że nie szczepiąc się, będziemy dużo bardziej zagrożeni Covid 19, niż powikłaniami poszczepiennymi. 

Decydując się na szczepienie bądź nie, podejmujemy bardzo ważną decyzję, nie tylko dla siebie, lecz też dla bliskich, rodzinie, w miejscu pracy, otoczeniu itp. Pomagając sobie pomagamy innym, zwłaszcza tym, którzy szczepić się nie mogą.
Abyśmy zdrowi byli.

Władysław Kubiński