„In nomine Domini (W Imię Pańskie) Amen”. Działo się w Lidzbarku przed Sławnym Cechem Kowalskim przy bytności Sławetnych: Pana Bartłomieja Wieczorkowskiego Prezydenta Miasta tutejszego JKMci (Jego Królewskiej Mości) Lidzbarka, y Panów Radnych iako Sławetnego Jakuba Garynskiego vicePrezydenta, Sławetnego Pana Piotra Zybutowicza Raycy. Także Sławetnego Pana Sędziego Pana Macieja Radominskiego. Dnia siódmego stycznia Roku Pańskiego tysięcznego siedemsetnego dwudziestego piątego (7.01.1725) w domu sławnego Pana Bartłomieja Maronskiego ad prosens Cechmistrza Tegosz Rzemiosła Kowalskiego y innych do Tegosz Cechu należących”.

Tak rozpoczyna się pierwszy wpis w Kronice Bractwa Kowalskiego w Lidzbarku. To zebranie tak zacnych osób odbyło się z racji przyjęcia do nauki w zawodzie kowalskim ucznia Wojciecha Słuchtę ze wsi Żabiny przez mistrza „kunsztu kowalskiego” Bartłomieja Maronskiego.

W zbiorach Warmińsko – Mazurskiego Muzeum Pożarnictwa w Lidzbarku znajduje się cenna pozycja dotycząca historii Lidzbarka pod nazwą „Kronika Bractwa Kowalskiego w Lidzbarku”. Jak na muzeum pożarnictwa to pozycja nietypowa, wszak nie ma ona bezpośredniego związku z ochroną przeciwpożarową i trudno w niej doszukać się informacji o pożarach, które niewątpliwie w przeszłości wielokrotnie zdarzały się w Lidzbarku. Warto więc przybliżyć jej historię.

W październiku 1976 r. z inicjatywy nauczyciela historii i późniejszego dyrektora jednej z lidzbarskich szkół Edwarda Klemensa powstało „Towarzystwo Miłośników Lidzbarka”. Towarzystwo to po pewnym czasie zorganizowało Miejskie Muzeum Historyczne w jednym z budynków przy ulicy Strażackiej. Eksponaty do tego muzeum związane z przeszłością miasta na apel organizatorów, głównie nauczycieli, przynosili mieszkańcy Lidzbarka, a w szczególności i ze zrozumiałych względów również uczniowie. W ten sposób do tego muzeum trafiła też księga zawierająca dokumenty Cechu Kowalskiego i innych cechów w Lidzbarku z lat 1725 – 1851. Ówczesny kustosz tego Muzeum Edward Klemens nadał tej księdze nazwę Kronika Bractwa Kowalskiego w Lidzbarku.

Kiedy Miejskie Muzeum Historyczne w Lidzbarku zakończyło działalność jego eksponaty w większości zostały przekazane do utworzonego już w 1972 r. Muzeum Pożarnictwa w Lidzbarku – pierwszego tego typu w kraju. W ten sposób kronika trafiła do Muzeum Pożarnictwa w Lidzbarku. Kto ją ofiarował do muzeum nie udało się ustalić. Może ofiarodawca się przypomni?

W sierpniu 2001 r. muzeum to zostało odnowione i przyjęło aktualną nazwę Warmińsko – Mazurskie Muzeum Pożarnictwa. Od tego czasu jego kustoszem jest Marek Kłosowski. Dzięki uprzejmości i życzliwości Prezesa Ochotniczej Straży Pożarnej w Lidzbarku druha Jana Raczyńskiego i kustosza Muzeum miałem możliwość zapoznania się z treścią zapisów w kronice. Ponadto Marek Kłosowski sporządził kopię elektroniczną kroniki, która posłużyła autorowi artykułu do badań historycznych i analizy tekstów źródłowych, gdyż aktualny stan dokumentu nie pozwala na bezpośrednie prace badawcze i publiczne udostępnianie.

Stan zachowanego rękopisu jest zły. Wiele kart ma uszkodzone krawędzie i oberwane rogi. Widać też ślady zamoczenia niektórych kart, co w dużej mierze utrudnia lub wręcz uniemożliwia odczytanie tekstu. Widać też, że kilkanaście kart zostało wyciętych ze zbiorów. Sama kronika ma wymiary 33x21 cm, a okładki wykonane są z szarego kartonu. Zbiór zawiera 94 karty papieru czerpanego, obustronnie zapisanych atramentem gęsim piórem. Strony kroniki nie mają numeracji, a ponadto poukładane są przypadkowo i bez kolejności chronologicznej. Wydarzenia uwiecznione w Kronice obejmują lata 1725 – 1851. Pisana więc ona była w różnych okresach historycznych i przynależności państwowej Lidzbarka. Obejmuje ostatnie dziesięciolecia Rzeczpospolitej Szlacheckiej (1725 – 1772), czasy zaboru pruskiego (1772 – 1807), okres istnienia Księstwa Warszawskiego (1807 – 1815) i powtórnie przynależność do Królestwa Pruskiego potocznie nazywanego zabór pruski. Przez ponad sto lat pisana była w języku polskim (!!!). Ostatni zapis w tym języku pochodzi z 15 stycznia 1832 r. i dotyczy przyjęcia do nauki w zawodzie kowalskim ucznia Macieja Tatarkiewicza z Górzna przez Mistrza Profesji Kowalskiej Jana Sitkowskiego.

Od 1840 r. kronika pisana była wyłącznie w języku niemieckim. Ostatni zapis w tym języku pochodzi z 30 marca 1851 r. Warto jednak zaznaczyć, że większość zapisów w tym języku (aż 72 strony) pochodzi z lat 1840 – 1848. W jakim języku pisana była kronika w latach 1833 – 1839 i jakie informacje wówczas zapisano nie wiadomo, gdyż z tego okresu nie zachowała się żadna karta. Najwięcej zapisów w języku polskim pochodzi z lat 1759 – 1770 (48 stron). Natomiast z lat 1771 – 1806 nie ma żadnych kart – z wyjątkiem roku 1777 (7 stron).

Wydaje się, że poszczególne karty składane były początkowo pojedynczo „do lady brackiej” – skrzyni cechowej, w której przechowywano dokumenty, księgi, pieczęcie, pieniądze. Była ona pod opieką jednego ze starszych cechów zwanego cechmistrzem. Ponieważ cechmistrzowie się zmieniali „lada bracka” zmieniała też swoje miejsce. Te przeprowadzki były zapewne przyczyną zaginięcia większości kart przyjęcia do nauki zawodu na ucznia i „wyzwolenia” (awansu) na czeladnika. Jest rzeczą wręcz niemożliwą, aby w latach – z których nie ma dokumentów – nie było przyjęć i wyzwoleń. Chwała tej osobie, która zebrała zachowane karty, skompletowała je w jeden zbiór i ocaliła od bezpowrotnego zniszczenia i zapomnienia. Notatki w kronice dotyczą w zasadzie przyjęć wyłącznie chłopców do nauki zawodu i wyzwolenia ich na czeladników. Odbywało się to w sposób uroczysty w obecności i za zgodą członków cechu.

Warto opisać w kilku zdaniach strukturę organizacyjną cechów zwanych też bractwami. Cechy rzemieślnicze były organizacjami rzemieślniczymi działającymi w miastach. Skupiały one przymusowo rzemieślników tego samego zawodu lub zawodów pokrewnych. Ich początki sięgają XIII wieku. Podstawowymi zadaniami cechów było: obrona interesów rzemiosła i walka z konkurencją, ustalanie cen na wytwarzane wyroby, zapewnienie pracy wszystkim warsztatom skupionych w cechu, ustalanie liczby uczniów i czeladników, powoływanie i przyjmowanie mistrzów, pomoc członkom cechu i ich rodzinom w przypadkach losowych. Spełniały też one funkcje towarzyskie, religijne i wojskowe. Prawa i obowiązki członków cechu określał jego statut. Członkami cechu mogli być tylko posiadacze warsztatów rzemieślniczych tj. mistrzowie zwani też majstrami lub magistrami z języka łacińskiego. Statut cechu określał też jego strukturę organizacyjną. Najwyższą władzą cechu były zebrania zwyczajne, które odbywały się zwykle cztery razy w roku i przeważnie pod koniec każdego kwartału. Podejmowały one m.in. decyzje o przyjmowaniu uczniów do nauki zawodu, wyzwalaniu ich na czeladników, zapisywaniu nowych mistrzów do cechu. Obecność na nich była obowiązkowa. Wybierano też na nich na okres roku Zarząd Cechu, składających się z dwóch starszych oraz dwóch młodszych cechu. Pierwszego ze starszych cechu zwano zwykle cechmistrzem, drugiego kompanem. Mistrzowie nazywali siebie braćmi, stąd też cechy nazywali bractwami.

W miastach o małej liczbie warsztatów rzemieślniczych tej samej branży organizowane były cechy zbiorcze. Takim cechem był niewątpliwie Cech Kowalski w Lidzbarku, do którego wg kroniki należały cechy: stolarski, bednarski, kołodziejski, złotnicki. Zapewne istniały w Lidzbarku i inne cechy jak: piekarski, rzeźnicki, krawiecki, szewski, rymarski, ciesielski, garncarski. Nie ma jednak o nich wzmianki, chociaż wymienia się niektórych mistrzów tych zawodów.

Na podstawie zapisów kroniki przyjęcie chłopca na ucznia określonego zawodu wymagało ustalenia zobowiązań rodziców w stosunku do majstra, jak i majstra w stosunku do ucznia. Uczeń – jeśli pochodził ze wsi – mieszkał zazwyczaj u majstra i otrzymywał od niego „przyzwoite życie”. Rodzice natomiast za naukę wnosili określone świadczenie w gotówce lub naturze np. Wojciech Dębiński z Gwiździn wg zapisów z dnia 28 listopada 1777 r. za roczną naukę syna Andrzeja u Magistra Profesji Kowalskiej Walentego Marunskiego „wg ugody dobrym sposobem między sobą uczynioney” zapłacił talarów dziewięć.

Warto nadmienić, że statuty cechowe zabraniały przyjmowania do nauki zawodu dzieci nieślubnych, czy też synów sług, służby, owczarzy czyli dzieci najniższej kasty społecznej. Te dyskryminujące przepisy cechowe zniosły dopiero władze pruskie w roku 1774. Zniosły też przywileje terminujących synów mistrzów. Nauka zawody tzw. terminu trwała od 1,5 do 5 lat. Po okresie próbnym uczeń wpisywany był do księgi uczniów cechu. Po tym fakcie nie miał prawa przerwać nauki, jednak gdy to uczynił, czas tej nauki przepadał. Synowie mistrzów terminowali zazwyczaj krócej.

Uczniowie lidzbarskich mistrzów pochodzili zarówno z Lidzbarka jak i przyległych wsi: Bełku (Jan Dobucki), Klonowa (Wawrzyniec Sobotkowicz, Wawrzyniec Kilanowski), Wąpierska (Kazimierz Kordalski), Jamielnika (AntoniZakrzewski), Jelenia (Józef Gadomski, Wojciech Jarzynkiewicz), Nowego Dworu (Franciszek Cemenski), Małego Łęcka (Michał Gutowski, Marian Szlachta, Tomasz Nagrabski), Przełęka (Michał Emke), Bryńska (Antoni Czajkowski). Byli też i z odległych miejscowości jak: Górzno (Maciej Tatarkiewicz), Rybno (Maciej Kłosinski), Żabiny (Wojciech Słuchta), Skurpie (Jan Brazgalski), Brudnice (Jan Karbowski), Rypin (Paweł Schodziński), Polskie Brzozie (Piotr Przybylski), Bądzyn (Szymon Krzemiński), Grabowo (Marcin Kowalewski), Sugajenko (Mateusz Mowienski), Zieluń (Jan Nikiel), Rynek (Wincenty Zieliński).

Po upływie terminu uczeń był wyzwolony na czeladnika zwanego też towarzyszem. Zwykle wyznaczeni przez cech mistrzowie przeprowadzali egzamin, po którego zdaniu czeladnik wpisywany był do cechowej księgi czeladzi oraz otrzymywał tzw. „list wyuczenia”. Wyzwolony czeladnik ponosił pewne koszty „a to za uspokojeniem trybutów Skrzynki Brackiej podług artykułów Prawa”. Były to zwykle dwa funty wosku na świece do cechowego ołtarza kościelnego, czasem określona ilość piwa czy też opłata pieniężna.

Szczytem marzeń każdego czeladnika było osiągnięcie tytułu mistrza. Nie było to ani proste, ani łatwe. Starsi cechu „czuwali”, aby liczba warsztatów rzemieślniczych zbytnio się nie powiększyła i nie stwarzała dodatkowej konkurencji dla już istniejących. Trzeba też było wnieść wysoką opłatę do „skrzynki brackiej” oraz wyprawić obfite przyjęcie dla mistrzów cechowych i ich małżonek, na co większość czeladników nie było stać. Podejmowali więc oni pracę zarobkową u mistrzów lub osiedlali się poza miastem by świadczyć usługi w wyznaczonym zawodzie jako tzw. partacze. Mistrzami zostawali najczęściej po spełnieniu określonych warunków czeladnicy – synowie mistrzów, czasem szansą na mistrza było poślubienie córki mistrza lub też staranie się o rękę wdowy po zmarłym mistrzu.

Jerzy Gadomski

Drugą część artykułu przeczytać można w TD nr 8 z dnia 19.02.2019 r. 

Tygodnik Działdowski

Szukasz skutecznej reklamy prasowej? Decydując się na reklamę w „Tygodniku Działdowskim" docierasz do mieszkańców powiatu działdowskiego, a także ościennych gmin.
ul. Długa 9 a, 06-500 Mława
23 654 38 32
redakcjad@tygodnik-dzialdowski.pl

Newsletter

Zapisz się i bądź na bieżąco!