Dziś obchodzimy 73. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego i akcji „Burza”. W tym szczególnym dniu chcemy przypomnieć sylwetkę dh. hm. Stanisława Sieradzkiego ps. „Śwista”, urodzonego w Iłowie żołnierza legendarnego batalionu "Zośka".

Stanisław Sieradzki urodził się 14 września 1921 roku w Iłowie. W 1939 roku ukończył Gimnazjum w Działdowie przy ulicy Grunwaldzkiej i zdał egzaminy wstępne do tutejszego Polskiego Liceum Ogólnokształcącego. Był harcerzem – od 1932 roku w stopniu harcerza orlego drużynowym 75 Pomorskiej Drużyny Harcerskiej im. Księcia Józefa Poniatowskiego w Iłowie. Gdy wybuchła wojna, powiat działdowski przyłączono do Rzeszy. Niemiecka tajna policja usiłowała mu wmówić, że jako urodzony w Illowie – niemiecka nazwa Iłowa - jest członkiem narodowości niemieckiej. A on syn polskiego kolejarza i matki, która uczestniczyła w uczniowskim strajku we Wrześni, był Polakiem i zagorzałym patriotą. W listopadzie 1939 roku został wywieziony na roboty przymusowe do Olsztyna. Po udanej ucieczce w czerwcu 1942 roku znalazł się w Warszawie. Już w sierpniu pełnił służbę w Szarych Szeregach Chorągwi Warszawskiej. Uczestniczył w akcjach Małego Sabotażu i Wielkiej Dywersji. We wrześniu 1943 roku wcielony został do Batalionu AK „Zośka”. Był żołnierzem plutonu „Felek”, kompanii „Rudy”. Ukończył konspiracyjną Szkołę Podchorążych Rezerwy Piechoty „Agricola”. Podczas Powstania przeszedł cały szlak bojowy Batalionu „Zośka” od Woli, przez Powązki, Stare Miasto, Śródmieście do Czerniakowa. Ze Starówki na Śródmieście przeprowadził kanałami 63 kolegów. Sam został trzykrotnie ranny i wydobyty spod gruzów na Czerniakowie.

W listopadzie 1944 roku zatrzymało go NKWD. Ratując się przed wywiezieniem do lagrów, wstąpił do Wojska Polskiego. Po jego opuszczeniu wrócił do Warszawy, gdzie włączył się w działalność Mazowieckiej Chorągwi ZHP. Zawodowo pracował jako ekonomista w spółdzielczości pracy i inwalidów. Pracując, studiował najpierw w Akademii Nauk Publicznych, a potem w Szkole Głównej Handlowej. Wiedział, że UB zbiera informacje o nim, więc w teczce codziennie nosił mydło i ręcznik.

Nie dane mu było ukończyć studiów, bo 13 stycznia 1949 roku został aresztowany przez funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Przeszedł brutalne śledztwo, oskarżony o usiłowanie obalenia siłą ustroju Polski Ludowej, wyrokami wojskowych sądów rejonowych najpierw w Warszawie, a następnie w Rzeszowie został skazany na karę śmierci, zamienioną później na mocy amnestii na 15 lat pozbawienia wolności. Przebywał w zakładach karnych w Warszawie, we Wronkach, Potulicach, Rzeszowie i Płocku. Więzienie opuścił po prawie 8 latach odbywania kary. Po rocznym leczeniu zerwanego lewego płuca do przejścia na emeryturę w 1982 roku pracował jako ekonomista na wielu odpowiedzialnych stanowiskach w spółdzielczości.

Nigdy nie porzucił służby harcerskiej, która była jego wielką pasją. Dziś zna go cała harcerska Polska. Spotykając się z harcerzami i harcerkami przemierzył cały kraj. Przekazywał im swoje doświadczenia z harcerskiej służby w Szarych Szeregach i w Armii Krajowej, opowiadał o ich bohaterach, których dobrze znał i z którymi walczył. Był wspaniałym gawędziarzem, przyjacielem młodzieży i gościem wielu audycji radiowych. Każdy zna chyba historię jego miłości z czasów Powstania. Łączniczkę Stefanię Grzeszczak na Czerniakowie postrzelił niemiecki snajper. Próbował ją ratować żołnierz z armii Berlinga, który znalazł się na Czerniakowie z desantem. Oboje zginęli. Po wojnie „Świst” odnalazł jej zwłoki i pochował. Pisarka Barbara Wachowicz na łamach „Rzeczpospolitej“ mówiła o Stanisławie Sieradzkim: „Pielgrzymuje po Polsce do szkół i drużyn ze wspaniałymi odczytami i gawędami. Na rajdach prężą się przed jego wysoką postacią harcerze, wlepiając oczy w Krzyż Kawalerski Virtuti Militari. Często przypłaca zdrowiem podróże, pogrzeby kolegów, których żegna w mróz czy upał. „Dlaczego tak nielicznych los przy życiu zostawił?“ – pytał gorzko w liście do mnie. Dziś – podstarzali i siwi, czasem losu pytamy, dlaczego nie jesteśmy z tymi, którzy polegli? A los odpowiada: zostaliście, by prawdę o tamtych głosić”.

Od 1966 roku był sekretarzem Środowiska „Zośki”, dźwigał tysiące obowiązków organizacyjnych. Był także instruktorem Hufca ZHP im. Batalionu „Zośka” w Sulejówku.

W styczniu 2005 roku dołączył do grona laureatów „Katarzynek”. Statuetki ze względu na zły stan zdrowia nie mógł osobiście odebrać, na tę okoliczność jednak przygotował wzruszający list, który podczas gali odczytał hm. Ryszard Makszyński. Jednak jeszcze w tym samym roku odwiedził Działdowo. Wziął udział w harcerskim starcie. – Zaproszenie mnie na tę uroczystość traktuję jako wyraźne wyróżnienie. W tym mieście składałem przyrzeczenie na krzyż harcerski Bogu i Ojczyźnie – powiedział wtedy. – Odwiedzał nas wielokrotnie. Jeśli tylko pozwolił mu na to czas i stan zdrowia przyjmował każde nasze zaproszenie. Czasami przestawialiśmy terminy, żeby dopasować je do jego terminarza, aby móc się z nim spotkać. Naszym harcerzom opowiadał historie z Powstania Warszawskiego. Mówił do nich pięknym literackim językiem. Słuchali go z otwartymi z podziwu buziami. Nikt nie śmiał mu przerywać. Zawsze przyjeżdżał przygotowany, opowiadał inny fragment historii. Słuchali go z wielką uwagą – wspominała w 2009 roku na łamach „TD” phm. Grażyna Lauterbach, ówczesna komendantka Hufca ZHP Działdowo. – Brał udział w harcerskich startach i rajdach. Ostatni raz spotkaliśmy się z nim w Warszawie. Oprowadzał harcerzy po Powązkach, pokazał, gdzie będzie pochowany – dodawała. Ostatnia rozmowa harcerzy z druhem „Świstem” odbyła się 24 lub 25 stycznia 2009r. po spotkaniu Klubu Łączności. - Powiedział wtedy, że źle się czuje i idzie do szpitala, jak zawsze kazał wszystkich pozdrowić. My też życzyliśmy mu zdrowia – mówiła Grażyna Lauterbach.

Stanisława Sieradzkiego dobrze znał phm. Wiesław Ruciński. „Świst”, odwiedzając ziemię działdowską, często zatrzymywał się u niego w domu. Przechowuje wszystkie listy i koperty, które od niego otrzymał. Postanowił, że przekaże je swoim wnukom. – Traktowałem go jak ojca. O ludziach zawsze mówił ciepło. Chociaż męczyli go w więzieniach, potrafił spokojnie podejść do systemu, w którym żyliśmy, nie jątrzył, umiał przebaczać. Żył dla ludzi. Był niezwykle skromny. Czy na spotkaniach z nim było 20 osób, czy więcej, nigdy nie mówił o sobie, zawsze był gdzieś z tyłu. Kiedy ktoś zapytał: „A druh co robił?”, odpowiadał, „a ja nosiłem karabin za kolegę” albo „ja wykopałem rów”. Miał mnóstwo odznaczeń. Kiedy wieszałem jego mundur i o nie pytałem, odpowiadał skromnie –„no dali”. Wielu polonistów, gdy go słuchało, otwierało usta z zachwytu. Tak górnolotnie mówił o druhach i druhenkach, że mimo iż zginęli, to jeszcze dodawał im tym patosu. Za obowiązek tych, co przeżyli uważał przekazywanie prawdy i opiekę nad matkami druhen i druhów, którzy zginęli. Uważał, że tym kobietom to się należy. Z szacunkiem traktował nauczycieli. Miał być usunięty z Gimnazjum w Działdowie, bo psocił koleżance. Kiedy w czasie okupacji spotkał w Warszawie dyrektora szkoły, ukląkł przed nim i ucałował mu rękę. Podkreślał też zawsze wartość rodziców, która w obecnych czasach ginie. Słuchając jego opowieści, nieraz zastanawialiśmy się, jak to wszystko pamięta. O ludziach mówił ciepło, i taki chyba był – przyjazny, żył dla ludzi – tak phm. Ruciński wspominał  legendarnego żołnierza Batalionu „Zośka”.

Stanisław Sieradzki zmarł w nocy z 16 na 17 lutego 2009 roku. Pogrzeb „Śwista” odbył  się 25 lutego o godz. 12.00 w Katedrze Polowej Wojska Polskiego przy ulicy Długiej w Warszawie, a dwie godziny później odbyły się uroczystości na Powązkach. Wzięła w nich udział delegacja z działdowskiego Hufca. 

Materiał pochodzi z archiwalnego wydania "TD" z 24 lutego 2009r. 

Komentarze   

+1 #1 Działdowianin 2017-08-01 18:27
Cześć i chwała!
Cytować

Tygodnik Działdowski

Szukasz skutecznej reklamy prasowej? Decydując się na reklamę w „Tygodniku Działdowskim" docierasz do mieszkańców powiatu działdowskiego, a także ościennych gmin.
ul. Długa 9 a, 06-500 Mława
23 654 38 32
redakcjad@tygodnik-dzialdowski.pl

Newsletter

Zapisz się i bądź na bieżąco!